Stella
Minął rok od śmierci mamy. Minął rok od mojej ucieczki z domu. Nie chciałam iść do domu dziecka. Nie chciałam iść do ciotek. Wolałam uciec niż tam żyć. Jedynie co mi zostało z dawnego życia to czerwono - pomarańczowy aniołek
Jest mi nawet dobrze. Za namową Chrisa wróciłam do szkoły. Właśnie pakowałam się do szkoły, gdy do pokoju wszedł Bruce. Rzucił się na moje łóżko.
-Znowu do budy?
-Taa. - pociągnęłam mocniej za ramię mojej torby.
-Odwieść cię? - zaproponował, gdy wychodziłam z pokoju.
-Coś się taki miły zrobił?
-Sam nie wiem. Może to ta twoja przyjaciółka Clary.
-To nie moja przyjaciółka. Przypieprzyła się do mnie i nie chce odpuścić.
-Dziewczyny - sapnął puszczając mnie przodem.
Chris podał mi kawe. Podziękowałam i usiadłam na stołku koło Deana. Wypiłam połowę, gdy Bruce zabrał mi ją.
-Nie pij tyle, bo będziesz napalona i może skorzystam z okazji.
-Ha ha ha! - spojrzałam na niego spode łba, ale nie domagałam się zwrotu.
Sam dopił i położył biały kubek do zlewu.
Co rano to samo.
Chris robił przepyszną kawę, Bruce się ze mną droczył, a Dean. No cóż odkąd skończył w wieku 19 lat studia nie miał zbytnio co do roboty. Patrzył się tępo w ścianę, albo chodził po mieście i szukał pracy.
Schowałam do torby drugie śniadanie. Porwałam skórzaną kurtkę i dopełniłam nią dzisiejszą stylizacje.
Wyszłam z Brucem. Podał mi czarny kask.
-Trzymaj się mocno. - puścił do mnie oko i wsiadł na motor.
Prychnęłam i usiadłam za nim. Cierpliwie czekał aż założę torbę i chwycę się niego.
-Mocniej.
Westchnęłam i mocniej ścisnęłam jego twardy brzuch.
Mogłabym przysiąc, że zaczął mruczeć jak zawsze gdy go dotykam. Jednak nie dał mi tego słuchać, bo odpalił silnik. Nie wiem czy to silnik, ale jego brzuch zaczął dziwnie wibrować.
Bruce włączył się do ruchu i pognał w kierunku mojej szkoły. Zmusił mnie, żebym jeszcze bardziej go ścisnęłam przyspieszając. Najwyraźniej lubił ból. Ściskałam go tak mocno, że bolały mnie już ręce. Aniołek w kieszeni spodni zaczął pulsować. Gdy zbliżałam się do szkoły pulsowanie wzmogło się.
-Co jest? - spytałam sama siebie.
Harrison wjechał na parking szkolny i zgasił silnik. Zsiadłam z motoru i ściągnęłam kask. Rozpuściłam wyskoki kok i rude pukle opadły mi na plecy. Bruce też ściągnął kaski i patrzył na mnie tymi pięknymi zielonymi oczami.
-Taka mi się podobasz. - powiedział, a ja podniosłam pytająco brew. - Taka rozczochrana.
Przygładziłam włosy starając się aby nie zauważył rumieńca, który skradał się na moje policzki.
-Stella! - usłyszałam znajmy głos.
-Cholera. - szepnęłam i odwróciłam się z uśmiechem - Hej, Clary.
-Cześć mała. - przywitał się Bruce.
-Adrian się ze mną umówił. - zaczęła piszczeć.
-Tak się cieszę
Adrian Rollo. Największe ciacho w szkole. Zarywał do mnie, ale dałam mu jasno do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana.
Chodź czasami byłam niezłą suką ludzi ciągnęło do mnie. Starałam się jak mogłam. Nawet zwymyślałam jednego, ale ten nie miał nic przeciwko. Za to inni zaczęli go poniżać.
Zadzwonił pierwszy dzwonek.
-Idź - powiedziałam do Clary. - Dogonię cię.
-Jasne.
Poczekałam aż odejdzie trochę i ruszyłam do budynku. Bruce chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie. Byłam niebezpiecznie blisko niego. Odgarnął mi kosmyk za ucho. Jego twarz jeszcze bardziej się zbliżyła. Przegryzłam wargę z niecierpliwości. Słyszałam ciche mruczenie. Nie mogłam odwrócić wzroku od jego ust. Nigdy jeszcze tak bardzo go nie pragnęłam. Powstrzymywała mnie różnica wieku.
-Lepiej już idź. Spóźnisz się. - powiedziałam do jego idealnych ust
-Ty też się spóźnisz. - zbliżył se jeszcze trochę.
Jakoś mi się nie spieszy. - powiedziałam w myślach. Serce biło mi z niewiarygodną prędkością. Uśmiechnął się półgębkiem co spowodowało, że moje serce chciało wyskoczyć z piersi.
W końcu z ociąganiem puścił mnie i mruczenie ustało. Nigdy nie miałam odwagi spytać się go o ten dziwny dźwięk.
-Przyjadę po ciebie. - założył kask.
Ruszyłam do szkoły. Za sobą usłyszałam znajomy warkot silnika.
Akurat, gdy weszłam do klasy rozległ się drugi dzwonek. Usiadłam koło Storma na angielskim. Zawsze, gdy się odzywał słyszałam dystans do mnie. Bolało, ale należał do garstki osób, które nie narzucały się. Z ich grupy tylko Hope mnie lubiła. Reszta wydawała się lepsza od innych. Nikogo nie dopuszczali do siebie.
Hope odwróciła się.
-Urządzam małą imprezkę na wybrzeżu. Ty i twoi koledzy jesteście zaproszeni.
-O których kolegów ci chodzi? - spytał się Storm patrząc na siostrę z góry.
-Christoper, Dean i ten Bruce. - ostatnie imię wypowiedziała ze wstrętem.
-To impreza otwarta. - powiedziała Amber odwracając się do nas.
-Jasne - nachmurzył się.
Na tym rozmowa się skończyła, bo do klasy wszedł pan Wellington i zaczęła się kolejna nudna lekcja języka angielskiego.