Stella
Zostałam na noc u Raya. Spuria odprowadził mnie pod jego dom. Nie chciałam wracać do Bruca, Chrisa i Deana. Okłamali mnie. Rozumie, nie znali mnie zbyt dobrze, ale jestem z nimi od roku. Mogli by mi coś powiedzieć.
Siedziałam z Rayem w salonie i oglądaliśmy jakiś film sensacyjny. Było mi zimno dlatego wtuliłam się w niego, a on opatulił nas kocem. Na chwile zamknęłam oczy i zmroczył mnie sen. Usłyszałam jak ktoś wchodzi, ale jakoś to mnie nie obchodziło
-Darmit. powiedział Ray. (śpi)
-Est angelo, intelligere nos. - ktoś odpowiedział (Jest aniołem, zrozumie nas.)
- Guid intelligere? - spytałam budząc się. (Co zrozumie?)
-Mówiłem - popatrzyłam na właściciela głosu. To był brat Raya. - Jestem Rain.
Uścisnęłam mu dłoń.
-Więc co zrozumie? - wstałam powoli. - Nieważne. Musze wracać do domu, vale.
Zostawiłam Raya z otwartymi ustami.
Kolejny kłamca. Mam dość ich wszystkich.
Jednak wróciłam do domu.
- Oh, Stella! - Bruce zamknął mnie w żelaznym uścisku. - Tak się bałem.
-Ty i się bać? Dobra, puść, bo udusisz. - Bruce dalej mnie tulił, ale trochę lżej, mogłam normalnie oddychać.
Popchnęłam go do salonu.
-Martwiliśmy się o ciebie. - powiedział Dean po raz pierwszy od bardzo dawna.
-Ty mówisz!
-Od drugiego roku życia.
Koła Deana zmaterializowała się Glace.
-Cześć kociaku - pocałowała go w policzek - Co się dzieje? - zauważyła mnie - Oh...
-Kto jeszcze? Bruce puść mnie, bo zrobię ci krzywdę.
Bruce puścił, ale zaraz zjawiła się Glace i pociągnęła mnie do pokoju Chrisa.
-Ej, to jest mój pokój. Nie możecie sobie ot tak wchodzić! - Chris
-Daj im porozmawiać - Bruce - Nie będą ci tam grzebać.
-Twoje gejowsko-erotyczne zabawki są bezpieczne. - Dean
-Nie mam żadnych zabawek i nie jestem gejem!
Chłopaki...
Glace zamknęła za nami drzwi. Szczerze mówiąc nigdy nie byłam w jego pokoju. Czułam się dziwnie.
-Kto jeszcze mnie okłamuje?- postanowiłam od razu dowiedzieć się czego chciałam i stąd wyjść.
-Zacznę od tego kim jestem. No więc słyszałam, że już wiesz. Jestem taka sama jak ty, tylko mam inne... zdolności. Poza tym zasiadam w Starszyźnie. Nie nie jestem zbytnio staram. Mam 22 lata. Jestem tam, bo posiadam nadzwyczajne zdolności, nikt takich nie ma. No oprócz ciebie. Ty możesz mieć wszystko. Żeby nas chronić rada czyli Starszyzna postanowiła, żeby nasze istnienie utrzymywać w sekrecie. Jest też zakaz mówienia kim jesteśmy. Nawet sobie nawzajem, dla pewności, że nikt nas nie podsłucha. Możemy i poznajemy się tylko i wyłączne w Orbis. To świat, który stworzyła Królowa, żebyśmy wszyscy mogliśmy swobodnie chodzić nie kryjąc się.
-Dlaczego wszyscy dyskryminują Bruca?
-Według podań aniołów, gdy Orbis było bardzo młodym światem królowa Astre miała za przyjaciela zmiennokształtnego, ale oczywiście nie byle kogo. To był dowódca stada. Gdy królowa urodziła córkę była bardzo wyczerpana, więc oddała ją pod opiekę zmiennokształtnego. To był błąd. Król poszedł sprawdzić co dzieje się z jego córką. Gdy wszedł do komnaty doznał szoku. księżniczka nie żyła, a nad nią stał Alfa z brudnym od krwi pyskiem. Chcieli go zabić, ale zdołał uciec. Od tamtej pory wszyscy jego pobratymcy zostali okrzyknięci zdrajcami i nikt nie ma prawa wstępu do Orbis.
Zadałam jeszcze kilka bezsensownych pytań.
Wyjaśnienia Glace przerwało pukanie do drzwi.
-Kochanie, mógłbym cię prosić na chwilę? - Dean.
-Zaraz.
-Teraz, to ważne - zrobił tą swoją minę pod tytułem "wszystko wiem, nie podskoczysz mi."
-Idź, poczekam. - zapewniłam
poniedziałek, 17 marca 2014
środa, 5 lutego 2014
Rozdział V
Stella
- Sky, ogarnie się. Jesteś bellatorem od dwóch dni.
- Nie wtrącaj się, Spuria. - ostatnie słowo powiedział z pogardą. - Wstydzę się za ciotkę, że pozwoliła zaistnieć takiemu czemuś. - i odszedł.
- Przepraszam za niego. Sky po prostu taki jest.
- Kim jesteś bell... coś tam?
Uśmiechnął się.
- Bellator to strażnik. Ochraniamy was by nic się nie wydało. Powinnaś wiedzieć.
- Przed chwilą dowiedziałam się co potrafię.
- O! Nowa. W końcu. Jako bellator jestem zobowiązany ci pomóc. Nazywam się Spuria.
- Nigdy nie słyszałam o takim imieniu.
- Lekcja numer 1: nasze imiona są... dziwne. Większość z nich są łacińskie.
- Co znaczy Spuria?
- Połówka, nieprawdziwy. Jestem w połowie człowiekiem, w połowie aniołem, dlatego nie mogę zdobyć kolejnych mocy. Mam tylko te które otrzymałem przy narodzinach.
- Jak można je zdobyć?
- 1. Zrobisz coś dla rodziny królewskiej. 2. Zajmiesz ważne stanowisko w Orbis. 3. Otrzymasz moc przez los. Ja mogę liczyć na pierwsze, ale mogę tylko marzyć.
- Rodzina królewska - prychnęłam
- Wiem wydaje się to dziwne. Rodzina królewska to rodzina mająca zdolności we wszystkich mocach od urodzin. Co lepsze, po śmierci królowej i zaginięciu jej córki władze przejęła siostra królowej. Ta zrzekła się tronu na rzecz córki, która ruszyła w świat szukając Prawowitej.
- Telenowela - podsumowałam.
- Nie wtrącaj się, Spuria. - ostatnie słowo powiedział z pogardą. - Wstydzę się za ciotkę, że pozwoliła zaistnieć takiemu czemuś. - i odszedł.
- Przepraszam za niego. Sky po prostu taki jest.
- Kim jesteś bell... coś tam?
Uśmiechnął się.
- Bellator to strażnik. Ochraniamy was by nic się nie wydało. Powinnaś wiedzieć.
- Przed chwilą dowiedziałam się co potrafię.
- O! Nowa. W końcu. Jako bellator jestem zobowiązany ci pomóc. Nazywam się Spuria.
- Nigdy nie słyszałam o takim imieniu.
- Lekcja numer 1: nasze imiona są... dziwne. Większość z nich są łacińskie.
- Co znaczy Spuria?
- Połówka, nieprawdziwy. Jestem w połowie człowiekiem, w połowie aniołem, dlatego nie mogę zdobyć kolejnych mocy. Mam tylko te które otrzymałem przy narodzinach.
- Jak można je zdobyć?
- 1. Zrobisz coś dla rodziny królewskiej. 2. Zajmiesz ważne stanowisko w Orbis. 3. Otrzymasz moc przez los. Ja mogę liczyć na pierwsze, ale mogę tylko marzyć.
- Rodzina królewska - prychnęłam
- Wiem wydaje się to dziwne. Rodzina królewska to rodzina mająca zdolności we wszystkich mocach od urodzin. Co lepsze, po śmierci królowej i zaginięciu jej córki władze przejęła siostra królowej. Ta zrzekła się tronu na rzecz córki, która ruszyła w świat szukając Prawowitej.
- Telenowela - podsumowałam.
Bruce
Obserwowałem ją. Chciałem wkroczyć, ale zjawili się bellatorzy. Gdyby mnie zobaczyli od razu zabiliby mnie. Jeden odszedł, ale drugi nadal siedział przy Stelli. Wróciłem do ludzkiej postaci i ubrałem spodnie, które trzymałem w pysku. Stałem na urwisku mając dobry widok na Stelle. Wyostrzyłem słuch. Bellator opowiadał jej o Orbis. Pewnie chce ją tam zabrać. Po moim trupie.
- Prosze, prosze. Kogo my tu mamy. Oto Bruce Harrison. Przywódca stada zmiennokształtnych w Australii. No, no no spodziewałem się.
Znałem ten głos aż za dobrze.
- Czego chcesz, Duke. - odwróciłem się.
W końcu nauczyłem się nie stać do niego tyłem. Trochę za późno.
- Skąd ta wrogość w twoim głosie?
- To przez ciebie jestem tym czym jestem. - próbowałem nie krzyczeć, ponieważ to mogło mnie zdemaskować. Oddaliłem się jak najdalej od urwiska. Mógł mnie zepchnąć, to Duke. Wszystko można się po nim spodziewać.
- Nie ugryzłem cie.
- Sprzedałeś mnie.
- Ale kim teraz jesteś. Przywódcą. Zawsze tego chciałeś. Przyznaj się!
- Jakim kosztem? Musiałem go zabić.
- Zakończymy to. Mam do ciebie sprawę. Może inaczej. Przyjmij mnie do stada.
- Co z tego będę mieć? Zdrajcę w stadzie?
Uśmiechnął się. - Bezpieczeństwo twojej dziewczyny.
Obserwowałem ją. Chciałem wkroczyć, ale zjawili się bellatorzy. Gdyby mnie zobaczyli od razu zabiliby mnie. Jeden odszedł, ale drugi nadal siedział przy Stelli. Wróciłem do ludzkiej postaci i ubrałem spodnie, które trzymałem w pysku. Stałem na urwisku mając dobry widok na Stelle. Wyostrzyłem słuch. Bellator opowiadał jej o Orbis. Pewnie chce ją tam zabrać. Po moim trupie.
- Prosze, prosze. Kogo my tu mamy. Oto Bruce Harrison. Przywódca stada zmiennokształtnych w Australii. No, no no spodziewałem się.
Znałem ten głos aż za dobrze.
- Czego chcesz, Duke. - odwróciłem się.
W końcu nauczyłem się nie stać do niego tyłem. Trochę za późno.
- Skąd ta wrogość w twoim głosie?
- To przez ciebie jestem tym czym jestem. - próbowałem nie krzyczeć, ponieważ to mogło mnie zdemaskować. Oddaliłem się jak najdalej od urwiska. Mógł mnie zepchnąć, to Duke. Wszystko można się po nim spodziewać.
- Nie ugryzłem cie.
- Sprzedałeś mnie.
- Ale kim teraz jesteś. Przywódcą. Zawsze tego chciałeś. Przyznaj się!
- Jakim kosztem? Musiałem go zabić.
- Zakończymy to. Mam do ciebie sprawę. Może inaczej. Przyjmij mnie do stada.
- Co z tego będę mieć? Zdrajcę w stadzie?
Uśmiechnął się. - Bezpieczeństwo twojej dziewczyny.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Rozdział IV
Sunshine
Kto pozwolił wstać słońcu?!
Moja głowa pulsowała i chciała eksplodolować.
Jęknęłam, przewróciłam się na drugi bok, ten bez słońca, i przykryłam się szczelnie. Cichy, a raczej zwalający z nóg, dźwięk otwieranych drzwi nie pozwolił mi dalej spać.
- Sunny, wstajemy.
- Jeszcze 10 minut - powiedziałam niewyraźnie.
Ktoś wszedł pod kordłe i przytulił mnie. Wtuliłam się by zdobyć trochę ciepła. Leżałam tak trochę do czas aż ból głowy zależał.
Otworzyłam oczy i podniosłam się powoli. Spojrzłam na Raina.
- Co mi jest?
- Kac. Wczoraj się spiłaś. To zapłata za dobrą zabawe.
- Ją umieram.
Zaśmiał się. Wstał i podał mi szklankę z wodą i musującą tabletką. - Wypij powinno pomóc.
Wzięłam od niego szklankę z zimnym napojem i wypiłam trochę.
- Dlaczego mam ci ufać? To ty dałeś mi piwo. To twoja wina.
- Dałem ci jedno. Nie kazałem ci aż tyle pić.
Wypiłam resztę.
- Mogłeś mnie przynajmniej ostrzec jakie będą tego konsekwencje.
- Potrzebowałaś tego. Przyznaj się.
Kto pozwolił wstać słońcu?!
Moja głowa pulsowała i chciała eksplodolować.
Jęknęłam, przewróciłam się na drugi bok, ten bez słońca, i przykryłam się szczelnie. Cichy, a raczej zwalający z nóg, dźwięk otwieranych drzwi nie pozwolił mi dalej spać.
- Sunny, wstajemy.
- Jeszcze 10 minut - powiedziałam niewyraźnie.
Ktoś wszedł pod kordłe i przytulił mnie. Wtuliłam się by zdobyć trochę ciepła. Leżałam tak trochę do czas aż ból głowy zależał.
Otworzyłam oczy i podniosłam się powoli. Spojrzłam na Raina.
- Co mi jest?
- Kac. Wczoraj się spiłaś. To zapłata za dobrą zabawe.
- Ją umieram.
Zaśmiał się. Wstał i podał mi szklankę z wodą i musującą tabletką. - Wypij powinno pomóc.
Wzięłam od niego szklankę z zimnym napojem i wypiłam trochę.
- Dlaczego mam ci ufać? To ty dałeś mi piwo. To twoja wina.
- Dałem ci jedno. Nie kazałem ci aż tyle pić.
Wypiłam resztę.
- Mogłeś mnie przynajmniej ostrzec jakie będą tego konsekwencje.
- Potrzebowałaś tego. Przyznaj się.
Stella
Ruszyłam w stronę plaży. Ray machał i szedł w moja stronę. Zawsze cieszyłam się, że go widzę, ale nie dziś. Miałam ochotę wszystkich zabić. Przyszłam tu żeby się uspokoić.
- Stella, co tu robisz? Nie idziesz do szkoły?
- Nie. Robię sobie wolne. Jakby się ktoś pytał - jestem chora.
- Może ci potowarzyszę?
- Nie - powiedziałam troche za ostro, ale chciałam być sama.
Odwróciłam się na pięcie i zeszłam na plażę.
- Nie możesz zostać sama. - Ray nie dawał za wygraną.
- Ray, ostrzegam cię, nie zbliżają się do mnie. Nie dziś.
Poszłam na "swoją prywatną" plażę. To znaczy do tej części o której nikt nie wiedział. Była ona otoczona wysokimi urwiskami, a ocean był tu najbardziej zburzony.
Usiadłam na piasku i przesypywałam go między palcami.
Wszystko do mnie wróciło. Całą złość. Rzuciłam piasek w dał, a on zmienił się w języki ognia, jednak szybko zgasły w toni oceanu.
- Co ty robisz?! - ktoś za mną zaczął krzyczeć, odwróciłam się - Nie wolno się ujawniać w tym świecie!
- Że co?
- Nie udawaj. Widziałem co zrobiłaś! Masz szczęście, że nie jestem Zwykłym. Musiałabyś odpowiadać przed radą. To ostrzeżenie.
_____________________________
Ten rozdział był pisany na komórce więc przepraszam za brak akapitów i innych takich.
Ruszyłam w stronę plaży. Ray machał i szedł w moja stronę. Zawsze cieszyłam się, że go widzę, ale nie dziś. Miałam ochotę wszystkich zabić. Przyszłam tu żeby się uspokoić.
- Stella, co tu robisz? Nie idziesz do szkoły?
- Nie. Robię sobie wolne. Jakby się ktoś pytał - jestem chora.
- Może ci potowarzyszę?
- Nie - powiedziałam troche za ostro, ale chciałam być sama.
Odwróciłam się na pięcie i zeszłam na plażę.
- Nie możesz zostać sama. - Ray nie dawał za wygraną.
- Ray, ostrzegam cię, nie zbliżają się do mnie. Nie dziś.
Poszłam na "swoją prywatną" plażę. To znaczy do tej części o której nikt nie wiedział. Była ona otoczona wysokimi urwiskami, a ocean był tu najbardziej zburzony.
Usiadłam na piasku i przesypywałam go między palcami.
Wszystko do mnie wróciło. Całą złość. Rzuciłam piasek w dał, a on zmienił się w języki ognia, jednak szybko zgasły w toni oceanu.
- Co ty robisz?! - ktoś za mną zaczął krzyczeć, odwróciłam się - Nie wolno się ujawniać w tym świecie!
- Że co?
- Nie udawaj. Widziałem co zrobiłaś! Masz szczęście, że nie jestem Zwykłym. Musiałabyś odpowiadać przed radą. To ostrzeżenie.
_____________________________
Ten rozdział był pisany na komórce więc przepraszam za brak akapitów i innych takich.
wtorek, 17 grudnia 2013
Rozdział III
Stella
-Więc jeszcze raz. Jesteś zmiennokształtnym i zamieniasz w lamparta. - kiwnął głową - dobra to jeszcze rozumie, ale uważasz, że ja jestem jakimś aniołem, który ma władzę nad żywiołami. To jest niedorzeczne.
-Co masz w kieszeni?
-Komórkę.
-A w drugiej?
-Aniołka matki.
Patrzył na mnie wyczekująco. Nie przestawał. - Mogłabyś spróbować.
-Co?
-Skup się na drganiach ciał.
-Ty do mnie językiem fizycznym? I co jeszcze? Różowe słonie ze skrzydełkami lecą nad drzewami z waty cukrowej i krzyczą obciągnij mi?
Westchnął. Nie lubiłam, gdy to robił. Olewał mnie. Tak się mnie nie traktuje.
-Trzeba było przyprowadzić ją do ciebie. Gdyby Chris powiedział ci kim jesteś byłoby inaczej.
-I Chris też? Ludzie! Może się jeszcze okaże, że Dean jest wielbłądem!
Kipiałam ze złości. Dlaczego nikt mi nic nie mówi. Przez rok ukrywali przede mną prawdę. Jak tak można?!
Bruce wstał z fotela i podszedł klękając przede mną, wziął mnie za ręce. Kiedyś by to na mnie działało. Nadal działało, ale byłam na niego zła. Wyrwałam dłonie. - Rok. Jestem tutaj rok. Nic mi nie powiedziałeś. Czego ty ode mnie chcesz?
-Więc jeszcze raz. Jesteś zmiennokształtnym i zamieniasz w lamparta. - kiwnął głową - dobra to jeszcze rozumie, ale uważasz, że ja jestem jakimś aniołem, który ma władzę nad żywiołami. To jest niedorzeczne.
-Co masz w kieszeni?
-Komórkę.
-A w drugiej?
-Aniołka matki.
Patrzył na mnie wyczekująco. Nie przestawał. - Mogłabyś spróbować.
-Co?
-Skup się na drganiach ciał.
-Ty do mnie językiem fizycznym? I co jeszcze? Różowe słonie ze skrzydełkami lecą nad drzewami z waty cukrowej i krzyczą obciągnij mi?
Westchnął. Nie lubiłam, gdy to robił. Olewał mnie. Tak się mnie nie traktuje.
-Trzeba było przyprowadzić ją do ciebie. Gdyby Chris powiedział ci kim jesteś byłoby inaczej.
-I Chris też? Ludzie! Może się jeszcze okaże, że Dean jest wielbłądem!
Kipiałam ze złości. Dlaczego nikt mi nic nie mówi. Przez rok ukrywali przede mną prawdę. Jak tak można?!
Bruce wstał z fotela i podszedł klękając przede mną, wziął mnie za ręce. Kiedyś by to na mnie działało. Nadal działało, ale byłam na niego zła. Wyrwałam dłonie. - Rok. Jestem tutaj rok. Nic mi nie powiedziałeś. Czego ty ode mnie chcesz?
Sunshine
- Co tu robisz, pani?
- Przyszła się zabawić- odpowiedział za mnie Rain.- Nie zwracaj na nas uwagi ... Jak cię zwą?
- Hope.
- Mam do ciebie pytanie. Czy znasz Stelle Fox? - blondynka kiwnęła głową.
- Widziałam ją tu, ale już poszła. Chodzimy razem na angielski i matme.
Daj sobie spokój, zabaw się.- odezwał się Rain.
Jak mam się zabawić, jeśli jestem tak blisko?
- Dzięki Hope. Zabawimy się (^^) chwilę i pójdziemy.
Dziewczyna uśmiechnięła się i odeszła. Rain podał mi puszkę i otworzył swoją. Powąchałam jej zawartość. - Fuj, co to jest?
- Piwo, trunek ludzi. Spróbuj może nie jest dobre, ale przy odpowiedniej dawce robi się wesoło.
Po kilkunastu puszkach chłodnego napoju, naprawdę zrobiło się zabawnie. Cały świat zaczął wirować i słyszałam przytłumione głosy.
- Chodźmy już - mówił Rain.
Wyciągnęłam go na jeszcze jeden taniec. To była naprawdę wolna piosenka. Wtuliłam się w niego. Był naprawdę ciepły, nawet nie wiem kiedy dopadł mnie sen.
______________________
Na zamówienie jedynej czytelniczki.... :(
- Chodźmy już - mówił Rain.
Wyciągnęłam go na jeszcze jeden taniec. To była naprawdę wolna piosenka. Wtuliłam się w niego. Był naprawdę ciepły, nawet nie wiem kiedy dopadł mnie sen.
______________________
Na zamówienie jedynej czytelniczki.... :(
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)