Sunshine
Byłam mocno wkurzona. Ten cholerny zmiennokształtny nie dał mi pozwolenia na zobaczenie się z kuzynką! Co on w ogóle ma do gadania!
-Hej, Sunshine spokojnie. Twoje myśli siedzą w mojej głowie. Uspokój się
-Jak mam być spokojna?
Chwycił mnie za ramiona. Byliśmy strasznie blisko siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić.
-Już? - pokiwałam głową - Chodź zabawimy się. - pociągnął mnie do swojego samochodu.
-Więc pozostałeś anonimowy?
-Wygoda musi być - mrugnął
Stella
Po koncercie pojechałam z Brucem na imprezę na wybrzeżu. Opierał się, ale po długich namowach ustąpił.
Nie lubiłam imprez, ale Bruce był przygnębiony i nie widziałam go siedzącego samotnie w czterech kątach. Hope przywitała nas, a dokładnie mnie, i podała nam po puszce piwa. Bruce postawił swoją na nietkniętym stole z przekąskami i zabrał moją.
-Nie pełnoletnie nie mogą spożywać napojów alkoholowych. - otworzył puszkę i upił łyk.
Zabrałam mu puszkę - Smutny los kierowców - i wypiłam połowę. Prawie wyleciało mi nosem.
-Jesteś niepełnoletnia - upierał się.
-I co mi zrobisz, kotku?
W jego oczach pojawił się błysk dzikości - Postaw puszkę, a się dowiesz.
Nie spuszczając go z oczu powoli odłożyłam puszkę. Gdy tylko wypuściłam ją z ręki porwał mnie na ręce.
Znowu usłyszałam mruczenie. Odszedł kawałek, bliżej morza.
-I co teraz?
Uśmiechnął się półgębkiem i zaczął się szybko kręcić wokół własnej osi. Śmiałam się tak głośno, że zaczęło boleć mnie gardło. Stracił równowagę i runęliśmy na miękki piasek. Wylądowałam na nim. Szybko przestaliśmy się śmiać. Chwile tak na nim leżałam i słuchałam tego pięknego odgłosu mruczenia.
-Stella!
Wstałam i pomogłam mu wstać.
-Nie wiedziałam, że przyjdziesz. - powiedziała Clary podchodząc do nas z puszką w ręce.
-Bo miałam nie przychodzić, ale zmieniłam zdanie.
Dlaczego ta dziewczyna nie może się ubierać, no nie wiem, miej dziwkarsko...Poprawiłam swoją kamizelkę.
-O, Stella miło cię widzieć. - podeszła do nas Clover. Przystanęła i popatrzyła niechętnie na Bruca. - Ale nie spodziewałam się, że przyjdziesz z sierściuchem. - zmarszczyła swój idealny nosek, odwróciła się i odeszła.
Wyczułam, że Harrison dyszy wściekły, Clary gdzieś się ulotniła więc zostałam sama z wkurzonym Brucem. Odwróciłam się do niego i położyłam mu dłonie na klatce piersiowej. Szybko się podnosiły i opadały. Jego szczęki były mocno zaciśnięte.
-Hej, Bruce. Popatrz na mnie. Możesz mi powiedzieć dlaczego nazwała cię sierściuchem?
-Chodź, odwiozę cie.
Ruszył w stronę motoru nie patrząc czy idę za nim. Podał mi kaski i poczekał aż wsiądę na jego maszynę. Obiełam go mocno w pasie, a on ruszył szarpiąc maszynę.
Chwile później byłam już w domu. Zaciągnęłam go prawie siłą do domu. Nie mogłam mu pozwolić jechać w takim stanie. Jeszcze by się rozbił i co bym zrobiła... Kazałam mu usiąść na kanapie i zaparzyłam kawę.
-Dlaczego to robisz?
-Co?
-Jesteś taka miła... To do ciebie nie podobne.
-Uważasz, że jestem wredną suką? Dzięki... - podałam mu biały kubek
-Nie to miałem na myśli - przyjął kubek, ale odłożył go na stół.
Usiadłam obok niego. Odsunął się na drugi koniec. Od kiedy moja obecność mu przeszkadza? - Bruce... Czy mógłbyś mi powiedzieć dlaczego uwaga o sierściuchu tak wytrąciła cię z równowagi?
-Przypomniała mi, gdzie jest moje miejsce. - przeczesał nerwowo włosy.
-Nie rozumiem.
Ciężko westchnął. - I tak kiedyś musiałaś się dowiedzieć. Pamiętaj tylko jedno, nie wybrałem tego dobrowolnie. - Wstał i zaczął się rozbierać. Proszę tylko mi nie mów, że masz włochate plecy...
Moje obawy szybko się rozwiały, gdy tylko zobaczyłam jego nagi tors. Żeby ukryć rumieniec upiłam łyk kawy zostawiając na kubku ślad czerwonej szminki. Odwróciłam wzrok. Podziwiałam właśnie obicia kanapy, gdy głos Bruca kazał mi się odwrócić.
Klęczał nagi na podłodze. Jego ciałem wstrząsały dreszcze. Usłyszałam dźwięk łamanych kości. Wstałam i już chciałam do niego pobiec, ale powstrzymał mnie ruchem dłoni. Kości falowały pod jego skórą. Zmieniały pozycje. Cichy krzyk wyrwał się z moich ust. Wypuściłam z rąk kubek, który rozbił się na drobne kawałki rozlewając swoją zawartość, i zakryłam dłońmi usta. Przede mną siedział ogromny kot. Nie mogłam wykrztusić słowa. Patrzyłam na niego i nawet nie mogłam się ruszyć. Kot wstał i podszedł. Odruchowo cofnęłam się o krok wpadając na kanapę. Spuścił głowę i przysiadł. Oddychałam szybko. Cud, że w ogóle oddychałam.
Patrząc tak na jego oczy powoli się uspakajałam. Czekał, spokojnie czekał.