wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział III

Stella
-Więc jeszcze raz. Jesteś zmiennokształtnym i zamieniasz w lamparta. - kiwnął głową - dobra to jeszcze rozumie, ale uważasz, że ja jestem jakimś aniołem, który ma władzę nad żywiołami. To jest niedorzeczne.
-Co masz w kieszeni?
-Komórkę.
-A w drugiej?
-Aniołka matki.
Patrzył na mnie wyczekująco. Nie przestawał. - Mogłabyś spróbować.
-Co?
-Skup się na drganiach ciał.
-Ty do mnie językiem fizycznym? I co jeszcze? Różowe słonie ze skrzydełkami lecą nad drzewami z waty cukrowej i krzyczą obciągnij mi?
Westchnął. Nie lubiłam, gdy to robił. Olewał mnie. Tak się mnie nie traktuje.
-Trzeba było przyprowadzić ją do ciebie. Gdyby Chris powiedział ci kim jesteś byłoby inaczej.
-I Chris też? Ludzie! Może się jeszcze okaże, że Dean jest wielbłądem!
Kipiałam ze złości. Dlaczego nikt mi nic nie mówi. Przez rok ukrywali przede mną prawdę. Jak tak można?!
Bruce wstał z fotela i podszedł klękając przede mną, wziął mnie za ręce. Kiedyś by to na mnie działało. Nadal działało, ale byłam na niego zła. Wyrwałam dłonie. - Rok. Jestem tutaj rok. Nic mi nie powiedziałeś. Czego ty ode mnie chcesz?

Sunshine
- Co tu robisz, pani?
- Przyszła się zabawić- odpowiedział za mnie Rain.- Nie zwracaj na nas uwagi ... Jak cię zwą?
- Hope.
- Mam do ciebie pytanie. Czy znasz Stelle Fox? - blondynka kiwnęła głową.
- Widziałam ją tu, ale już poszła. Chodzimy razem na angielski i matme.
Daj sobie spokój, zabaw się.-  odezwał się Rain.
Jak mam się zabawić, jeśli jestem tak blisko?
- Dzięki Hope. Zabawimy się (^^) chwilę i pójdziemy.
Dziewczyna uśmiechnięła się i odeszła. Rain podał mi puszkę i otworzył swoją. Powąchałam jej zawartość.  - Fuj, co to jest?
- Piwo, trunek ludzi. Spróbuj może nie jest dobre, ale przy odpowiedniej dawce robi się wesoło.
Po kilkunastu puszkach chłodnego napoju, naprawdę zrobiło się zabawnie. Cały świat zaczął wirować i słyszałam przytłumione głosy.
- Chodźmy już - mówił Rain.
Wyciągnęłam go na jeszcze jeden taniec. To była naprawdę wolna piosenka. Wtuliłam się w niego. Był naprawdę ciepły, nawet nie wiem kiedy dopadł mnie sen.
______________________
Na zamówienie jedynej czytelniczki.... :(

niedziela, 20 października 2013

Rozdział II

Sunshine
Byłam mocno wkurzona. Ten cholerny zmiennokształtny nie dał mi pozwolenia na zobaczenie się z kuzynką! Co on w ogóle ma do gadania!
-Hej, Sunshine spokojnie. Twoje myśli siedzą w mojej głowie. Uspokój się
-Jak mam być spokojna?
Chwycił mnie za ramiona. Byliśmy strasznie blisko siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić.
-Już? - pokiwałam głową - Chodź zabawimy się. - pociągnął mnie do swojego samochodu.
-Więc pozostałeś anonimowy?
-Wygoda musi być - mrugnął

Stella
Po koncercie pojechałam z Brucem na imprezę na wybrzeżu. Opierał się, ale po długich namowach ustąpił.
Nie lubiłam imprez, ale Bruce był przygnębiony i nie widziałam go siedzącego samotnie w czterech kątach. Hope przywitała nas, a dokładnie mnie, i podała nam po puszce piwa. Bruce postawił swoją na nietkniętym stole z przekąskami i zabrał moją.
-Nie pełnoletnie nie mogą spożywać napojów alkoholowych. - otworzył puszkę i upił łyk.
Zabrałam mu puszkę - Smutny los kierowców - i wypiłam połowę. Prawie wyleciało mi nosem.
-Jesteś niepełnoletnia - upierał się.
-I co mi zrobisz, kotku?
W jego oczach pojawił się błysk dzikości - Postaw puszkę, a się dowiesz.
Nie spuszczając go z oczu powoli odłożyłam puszkę. Gdy tylko wypuściłam ją z ręki porwał mnie na ręce.
Znowu usłyszałam mruczenie. Odszedł kawałek, bliżej morza.
-I co teraz?
Uśmiechnął się półgębkiem i zaczął się szybko kręcić wokół własnej osi. Śmiałam się tak głośno, że zaczęło boleć mnie gardło. Stracił równowagę i runęliśmy na miękki piasek. Wylądowałam na nim. Szybko przestaliśmy się śmiać. Chwile tak na nim leżałam i słuchałam tego pięknego odgłosu mruczenia.
-Stella!
Wstałam i pomogłam mu wstać.
-Nie wiedziałam, że przyjdziesz. - powiedziała Clary podchodząc do nas z puszką w ręce.
-Bo miałam nie przychodzić, ale zmieniłam zdanie.
Dlaczego ta dziewczyna nie może się ubierać, no nie wiem, miej dziwkarsko...Poprawiłam swoją kamizelkę.
-O, Stella miło cię widzieć. - podeszła do nas Clover. Przystanęła i popatrzyła niechętnie na Bruca. - Ale nie spodziewałam się, że przyjdziesz z sierściuchem. - zmarszczyła swój idealny nosek, odwróciła się i odeszła.
Wyczułam, że Harrison dyszy wściekły, Clary gdzieś się ulotniła więc zostałam sama z wkurzonym Brucem. Odwróciłam się do niego i położyłam mu dłonie na klatce piersiowej. Szybko się podnosiły i opadały. Jego szczęki były mocno zaciśnięte.
-Hej, Bruce. Popatrz na mnie. Możesz mi powiedzieć dlaczego nazwała cię sierściuchem?
-Chodź, odwiozę cie.
Ruszył w stronę motoru nie patrząc czy idę za nim. Podał mi kaski i poczekał aż wsiądę na jego maszynę. Obiełam go mocno w pasie, a on ruszył szarpiąc maszynę.

Chwile później byłam już w domu. Zaciągnęłam go prawie siłą do domu. Nie mogłam mu pozwolić jechać w takim stanie. Jeszcze by się rozbił i co bym zrobiła... Kazałam mu usiąść na kanapie i zaparzyłam kawę.
-Dlaczego to robisz?
-Co?
-Jesteś taka miła... To do ciebie nie podobne.
-Uważasz, że jestem wredną suką? Dzięki... - podałam mu biały kubek
-Nie to miałem na myśli - przyjął kubek, ale odłożył go na stół.
Usiadłam obok niego. Odsunął się na drugi koniec. Od kiedy moja obecność mu przeszkadza? - Bruce... Czy mógłbyś mi powiedzieć dlaczego uwaga o sierściuchu tak wytrąciła cię z równowagi?
-Przypomniała mi, gdzie jest moje miejsce. - przeczesał nerwowo włosy.
-Nie rozumiem.
Ciężko westchnął. - I tak kiedyś musiałaś się dowiedzieć. Pamiętaj tylko jedno, nie wybrałem tego dobrowolnie. - Wstał i zaczął się rozbierać. Proszę tylko mi nie mów, że masz włochate plecy...
Moje obawy szybko się rozwiały, gdy tylko zobaczyłam jego nagi tors. Żeby ukryć rumieniec upiłam łyk kawy zostawiając na kubku ślad czerwonej szminki. Odwróciłam wzrok. Podziwiałam właśnie obicia kanapy, gdy głos Bruca kazał mi się odwrócić.
Klęczał nagi na podłodze. Jego ciałem wstrząsały dreszcze. Usłyszałam dźwięk łamanych kości. Wstałam i już chciałam do niego pobiec, ale powstrzymał mnie ruchem dłoni. Kości falowały pod jego skórą. Zmieniały pozycje. Cichy krzyk wyrwał się z moich ust. Wypuściłam z rąk kubek, który rozbił się na drobne kawałki rozlewając swoją zawartość, i zakryłam dłońmi usta. Przede mną siedział ogromny kot. Nie mogłam wykrztusić słowa. Patrzyłam na niego i nawet nie mogłam się ruszyć. Kot wstał i podszedł. Odruchowo cofnęłam się o krok wpadając na kanapę. Spuścił głowę i przysiadł. Oddychałam szybko. Cud, że w ogóle oddychałam.
Patrząc tak na jego oczy powoli się uspakajałam. Czekał, spokojnie czekał.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział I

Sunshine
Niebieski aniołek na mojej piersi zaczął pulsować. To nic nowego. Zawsze tak robił, gdy ktoś z naszych był niedaleko, a Gold Coast to nasz drugi dom. Stolica bez zwierzchnictwa. Tu można było robić co tylko się zechce. Tylko teraz mój aniołek zaczął świecić!
W końcu ją znalazłam. Mówiłam im, że żyje. Nie wierzyli. Obiecali mi przynajmniej, że jeżeli ją znajdę nie będę musiała zasiadać na tronie. Jeszcze tylko pytanie czy będzie chciała wrócić do domu i czy dopełni swojego dziedzictwa.
Zatrzymałam się pod motelem. Oparłam rower o ścianę i weszłam do środka.
-Dzień dobry! – krzyknęłam, nikt nie odpowiedział.
Podeszłam do kontuaru i zadzwoniłam dzwonkiem, który na nim leżał.
-Proszę, proszę. – odezwał się za mną głos. – Kogo my tu mamy. Sama Sunshine Fox.
Odwróciłam się do znajomego głosu.
-Rain Wood. Jak miło cię widzieć. - podeszłam do niego i przytuliłam go. - Co ty tutaj robisz?
-Co samo co ty. Szukam Prawowitej.
-Ale po co? To moje zadanie.
-Goniłem ją odkąd uciekła. Jestem jej Custos.
Zamurowało mnie. Rain był ode mnie zaledwie rok starszy, a już został Custos. To wielki zaszczyt.
Custos to opiekunowie rodziny królewskiej. Zostaje się nim mając przy najmniej 45 lat. Nie mogą mieć rodziny. Jedyne co ma ich interesować to życie i bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Też miałam swojego opiekuna, ale gdy dowiedziałam się, że Prawowita uciekła zwolniłam go ze służby.
Gdy ciocia Cherry zginęła, a moja matka zrzekła się korony to ja zasiadłam na tronie. Koronacja jeszcze się nie odbyła, więc mam jeszcze czas. Nie wiele, ale mam.
-Zostałem anonimowy, ale najwyższy czas zbliżyć się do niej. Zamierzam wysłać brata do szkoły.
-Kiedy zaczyna?
-Jutro. Masz gdzie mieszkać?
-Przed chwilą przyjechałam.
-Chodź - wyciągnął rękę - Zamieszkasz ze mną.

Stella
Siedziałam pzy ladzie w klubie Black Sea. Za jakąś godzinę zmienię się z Brucem. On na scenę ja za ladę. Wyglądał na scenie wręcz cudownie. Jakby się tam urodził. Zawsze po koncercie chciałam z niego zedrzeć ubrania i ... No wiecie.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
-Naprawdę, nie sposób cię przeoczyć.
Odwróciłam się i spojrzałam wprost w złote oczy.
-Ray! - pisnęłam (co do mnie nie podobne) i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tutaj robisz?
-Ojciec dostał pracę w Gold Coast. I jestem.
Odsunęłam się. Odgarnął kosmyk, który opadł z jego idealnej fryzury.
Usiedliśmy na stołkach. Bruce patrzył na niego wilkiem. Podszedł do nas. Ray zamówił u niego drinka i pokazał dowód.
Harrison prychnął i podszedł przygotować napój dla Raya.
-Więc kto jest tym wspaniałym staruszkiem? - zaczął Ray, gdy Bruce podał mu drinka i poszedł obsłużyć innych klientów.
-Nie jest taki stary.
-A więc kto? Znam go?
Ray był jedyną osobą, której wszystko mówiłam. Wyprowadził się pół roku temu, ale jak widać wrócił.
Czułam, że zaczynam się rumienić.
-Jest tu. - stwierdził. Zaczął wskazywać parkiet - może to ten, albo ten.
-Nie w tą stronę - szepnęłam.
Ray odwrócił się w stronę kontuaru. Chwilę patrzył w tamtą stronę, po czym odwrócił się z miną "Chyba żartujesz!"
-Ile on ma lat? Trzydzieści, czterdzieści?
-Dwadzieścia dwa.
-Żartujesz. On? Wygląda na przynajmniej trzydzieści. Nie to co tamten - wskazał ruchem głowy chłopaków, którzy rozmawiali z Brucem.
Patrzyłam na nich chwilę.
Jeden chłopak miał czarne włosy i jasne oczy. Drugi chłopak okazał się Deanem, a koło niego stał Chris.
-Dean ma dziewczynę - zaczęłam. - Jest naprawdę fajna. Może kiedyś ją poznasz. Jest piękna. Chris - zastanowiłam się chwilę. - Jest trzy lata starszy od Bruca i traktuje go jak brata. Zaopiekował się mną, gdy uciekłam z domu do Gold Coast. A tego trzeciego nie znam.
-To Rain. Mój starszy brat.
-Nie wiedziałam, że masz brata- zbył mnie machnięciem dłoni. - Gdzie idziesz do szkoły?
-Ostatni rok - zamyślił się. - Idę do szkoły im. Willema de Janesza.
-Ja też tam chodzę.
-Przynajmniej jedna znajoma twarz.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Logo

Pewna dziewczyna, która stworzyła mój nagłówek robi obrazki na zamówienie. Właśnie skończyła mi robić logo zespołu i nie ma co robić :D. Piszcie w komentarzach bądź na privie. Chodź nie obiecuje, że przeczytam i jej przekaże. Najlepiej pisać w komentarzach do jakiegokolwiek postu. A oto jej dzieło.



Napiszcie co o tym sądzicie :D

niedziela, 7 lipca 2013

Prolog

Stella
Minął rok od śmierci mamy. Minął rok od mojej ucieczki z domu. Nie chciałam iść do domu dziecka. Nie chciałam iść do ciotek. Wolałam uciec niż tam żyć. Jedynie co mi zostało z dawnego życia to czerwono - pomarańczowy aniołek
Jest mi nawet dobrze. Za namową Chrisa wróciłam do szkoły. Właśnie pakowałam się do szkoły, gdy do pokoju wszedł Bruce. Rzucił się na moje łóżko.
-Znowu do budy?
-Taa. - pociągnęłam mocniej za ramię mojej torby.
-Odwieść cię? - zaproponował, gdy wychodziłam z pokoju.
-Coś się taki miły zrobił?
-Sam nie wiem. Może to ta twoja przyjaciółka Clary.
-To nie moja przyjaciółka. Przypieprzyła się do mnie i nie chce odpuścić.
-Dziewczyny - sapnął puszczając mnie przodem.
Chris podał mi kawe. Podziękowałam i usiadłam na stołku koło Deana. Wypiłam połowę, gdy Bruce zabrał mi ją.
-Nie pij tyle, bo będziesz napalona i może skorzystam z okazji.
-Ha ha ha! - spojrzałam na niego spode łba, ale nie domagałam się zwrotu.
Sam dopił i położył biały kubek do zlewu.
Co rano to samo.
Chris robił przepyszną kawę, Bruce się ze mną droczył, a Dean. No cóż odkąd skończył w wieku 19 lat studia nie miał zbytnio co do roboty. Patrzył się tępo w ścianę, albo chodził po mieście i szukał pracy. 
Schowałam do torby drugie śniadanie. Porwałam skórzaną kurtkę i dopełniłam nią dzisiejszą stylizacje.
Wyszłam z Brucem. Podał mi czarny kask.
-Trzymaj się mocno. - puścił do mnie oko i wsiadł na motor.
Prychnęłam i usiadłam za nim. Cierpliwie czekał aż założę torbę i chwycę się niego.
-Mocniej.
Westchnęłam i mocniej ścisnęłam jego twardy brzuch.
Mogłabym przysiąc, że zaczął mruczeć jak zawsze gdy go dotykam. Jednak nie dał mi tego słuchać, bo odpalił silnik. Nie wiem czy to silnik, ale jego brzuch zaczął dziwnie wibrować.
Bruce włączył się do ruchu i pognał w kierunku mojej szkoły. Zmusił mnie, żebym jeszcze bardziej go ścisnęłam przyspieszając. Najwyraźniej lubił ból. Ściskałam go tak mocno, że bolały mnie już ręce. Aniołek w kieszeni spodni zaczął pulsować. Gdy zbliżałam się do szkoły pulsowanie wzmogło się.
-Co jest? - spytałam sama siebie.
Harrison wjechał na parking szkolny i zgasił silnik. Zsiadłam z motoru i ściągnęłam kask. Rozpuściłam  wyskoki kok i rude pukle opadły mi na plecy. Bruce też ściągnął kaski i patrzył na mnie tymi pięknymi zielonymi oczami.
-Taka mi się podobasz. - powiedział, a ja podniosłam pytająco brew. - Taka rozczochrana.
Przygładziłam włosy starając się aby nie zauważył rumieńca, który skradał się na moje policzki.
-Stella! - usłyszałam znajmy głos.
-Cholera. - szepnęłam i odwróciłam się z uśmiechem - Hej, Clary.
-Cześć mała. - przywitał się Bruce.
-Adrian się ze mną umówił. - zaczęła piszczeć.
-Tak się cieszę 
 Adrian Rollo. Największe ciacho w szkole. Zarywał do mnie, ale dałam mu jasno do zrozumienia, że nie jestem nim zainteresowana.
Chodź czasami byłam niezłą suką ludzi ciągnęło do mnie. Starałam się jak mogłam. Nawet zwymyślałam jednego, ale ten nie miał nic przeciwko. Za to inni zaczęli go poniżać.
Zadzwonił pierwszy dzwonek.
-Idź - powiedziałam do Clary. - Dogonię cię.
-Jasne.
Poczekałam aż odejdzie trochę i ruszyłam do budynku. Bruce chwycił mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie. Byłam niebezpiecznie blisko niego. Odgarnął mi kosmyk za ucho. Jego twarz jeszcze bardziej się zbliżyła. Przegryzłam wargę z niecierpliwości. Słyszałam ciche mruczenie. Nie mogłam odwrócić wzroku od jego ust. Nigdy jeszcze tak bardzo go nie pragnęłam. Powstrzymywała mnie różnica wieku.
-Lepiej już idź. Spóźnisz się. - powiedziałam do jego idealnych ust
-Ty też się spóźnisz. - zbliżył se jeszcze trochę.
Jakoś mi się nie spieszy. - powiedziałam w myślach. Serce biło mi z niewiarygodną prędkością. Uśmiechnął się półgębkiem co spowodowało, że moje serce chciało wyskoczyć z piersi.
W końcu z ociąganiem puścił mnie i mruczenie ustało. Nigdy nie miałam odwagi spytać się go o ten dziwny dźwięk.
-Przyjadę po ciebie. - założył kask.
Ruszyłam do szkoły. Za sobą usłyszałam znajomy warkot silnika.
Akurat, gdy weszłam do klasy rozległ się drugi dzwonek. Usiadłam koło Storma na angielskim. Zawsze, gdy się odzywał słyszałam dystans do mnie. Bolało, ale należał do garstki osób, które nie narzucały się. Z ich grupy tylko Hope mnie lubiła. Reszta wydawała się lepsza od innych. Nikogo nie dopuszczali do siebie.
Hope odwróciła się.
-Urządzam małą imprezkę na wybrzeżu. Ty i twoi koledzy jesteście zaproszeni.
-O których kolegów ci chodzi? - spytał się Storm patrząc na siostrę z góry.
-Christoper, Dean i ten Bruce. - ostatnie imię wypowiedziała ze wstrętem.
-To impreza otwarta. - powiedziała Amber odwracając się do nas.
-Jasne - nachmurzył się.
Na tym rozmowa się skończyła, bo do klasy wszedł pan Wellington i zaczęła się kolejna nudna lekcja języka angielskiego.