Niebieski aniołek na mojej piersi zaczął pulsować. To nic
nowego. Zawsze tak robił, gdy ktoś z naszych był niedaleko, a Gold Coast to
nasz drugi dom. Stolica bez zwierzchnictwa. Tu można było robić co tylko się
zechce. Tylko teraz mój aniołek zaczął świecić!
W końcu ją znalazłam. Mówiłam im, że żyje. Nie wierzyli.
Obiecali mi przynajmniej, że jeżeli ją znajdę nie będę musiała zasiadać na
tronie. Jeszcze tylko pytanie czy będzie chciała wrócić do domu i czy dopełni
swojego dziedzictwa.
Zatrzymałam się pod motelem. Oparłam rower o ścianę i
weszłam do środka.
-Dzień dobry! – krzyknęłam, nikt nie odpowiedział.
Podeszłam do kontuaru i zadzwoniłam dzwonkiem, który na nim
leżał.
-Proszę, proszę. – odezwał się za mną głos. – Kogo my tu
mamy. Sama Sunshine Fox.
Odwróciłam się do znajomego głosu.
-Rain Wood. Jak miło cię widzieć. - podeszłam do niego i przytuliłam go. - Co ty tutaj robisz?
-Co samo co ty. Szukam Prawowitej.
-Ale po co? To moje zadanie.
-Goniłem ją odkąd uciekła. Jestem jej Custos.
Zamurowało mnie. Rain był ode mnie zaledwie rok starszy, a już został Custos. To wielki zaszczyt.
Custos to opiekunowie rodziny królewskiej. Zostaje się nim mając przy najmniej 45 lat. Nie mogą mieć rodziny. Jedyne co ma ich interesować to życie i bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Też miałam swojego opiekuna, ale gdy dowiedziałam się, że Prawowita uciekła zwolniłam go ze służby.
Gdy ciocia Cherry zginęła, a moja matka zrzekła się korony to ja zasiadłam na tronie. Koronacja jeszcze się nie odbyła, więc mam jeszcze czas. Nie wiele, ale mam.
-Zostałem anonimowy, ale najwyższy czas zbliżyć się do niej. Zamierzam wysłać brata do szkoły.
-Kiedy zaczyna?
-Jutro. Masz gdzie mieszkać?
-Przed chwilą przyjechałam.
-Chodź - wyciągnął rękę - Zamieszkasz ze mną.
Stella
Siedziałam pzy ladzie w klubie Black Sea. Za jakąś godzinę zmienię się z Brucem. On na scenę ja za ladę. Wyglądał na scenie wręcz cudownie. Jakby się tam urodził. Zawsze po koncercie chciałam z niego zedrzeć ubrania i ... No wiecie.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
-Naprawdę, nie sposób cię przeoczyć.
Odwróciłam się i spojrzałam wprost w złote oczy.
-Ray! - pisnęłam (co do mnie nie podobne) i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tutaj robisz?
-Ojciec dostał pracę w Gold Coast. I jestem.
Odsunęłam się. Odgarnął kosmyk, który opadł z jego idealnej fryzury.
Usiedliśmy na stołkach. Bruce patrzył na niego wilkiem. Podszedł do nas. Ray zamówił u niego drinka i pokazał dowód.
Harrison prychnął i podszedł przygotować napój dla Raya.
-Więc kto jest tym wspaniałym staruszkiem? - zaczął Ray, gdy Bruce podał mu drinka i poszedł obsłużyć innych klientów.
-Nie jest taki stary.
-A więc kto? Znam go?
Ray był jedyną osobą, której wszystko mówiłam. Wyprowadził się pół roku temu, ale jak widać wrócił.
Czułam, że zaczynam się rumienić.
-Jest tu. - stwierdził. Zaczął wskazywać parkiet - może to ten, albo ten.
-Nie w tą stronę - szepnęłam.
Ray odwrócił się w stronę kontuaru. Chwilę patrzył w tamtą stronę, po czym odwrócił się z miną "Chyba żartujesz!"
-Ile on ma lat? Trzydzieści, czterdzieści?
-Dwadzieścia dwa.
-Żartujesz. On? Wygląda na przynajmniej trzydzieści. Nie to co tamten - wskazał ruchem głowy chłopaków, którzy rozmawiali z Brucem.
Patrzyłam na nich chwilę.
Jeden chłopak miał czarne włosy i jasne oczy. Drugi chłopak okazał się Deanem, a koło niego stał Chris.
-Dean ma dziewczynę - zaczęłam. - Jest naprawdę fajna. Może kiedyś ją poznasz. Jest piękna. Chris - zastanowiłam się chwilę. - Jest trzy lata starszy od Bruca i traktuje go jak brata. Zaopiekował się mną, gdy uciekłam z domu do Gold Coast. A tego trzeciego nie znam.
-To Rain. Mój starszy brat.
-Nie wiedziałam, że masz brata- zbył mnie machnięciem dłoni. - Gdzie idziesz do szkoły?
-Ostatni rok - zamyślił się. - Idę do szkoły im. Willema de Janesza.
-Ja też tam chodzę.
-Przynajmniej jedna znajoma twarz.
Zamurowało mnie. Rain był ode mnie zaledwie rok starszy, a już został Custos. To wielki zaszczyt.
Custos to opiekunowie rodziny królewskiej. Zostaje się nim mając przy najmniej 45 lat. Nie mogą mieć rodziny. Jedyne co ma ich interesować to życie i bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Też miałam swojego opiekuna, ale gdy dowiedziałam się, że Prawowita uciekła zwolniłam go ze służby.
Gdy ciocia Cherry zginęła, a moja matka zrzekła się korony to ja zasiadłam na tronie. Koronacja jeszcze się nie odbyła, więc mam jeszcze czas. Nie wiele, ale mam.
-Zostałem anonimowy, ale najwyższy czas zbliżyć się do niej. Zamierzam wysłać brata do szkoły.
-Kiedy zaczyna?
-Jutro. Masz gdzie mieszkać?
-Przed chwilą przyjechałam.
-Chodź - wyciągnął rękę - Zamieszkasz ze mną.
Stella
Siedziałam pzy ladzie w klubie Black Sea. Za jakąś godzinę zmienię się z Brucem. On na scenę ja za ladę. Wyglądał na scenie wręcz cudownie. Jakby się tam urodził. Zawsze po koncercie chciałam z niego zedrzeć ubrania i ... No wiecie.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
-Naprawdę, nie sposób cię przeoczyć.
Odwróciłam się i spojrzałam wprost w złote oczy.
-Ray! - pisnęłam (co do mnie nie podobne) i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tutaj robisz?
-Ojciec dostał pracę w Gold Coast. I jestem.
Odsunęłam się. Odgarnął kosmyk, który opadł z jego idealnej fryzury.
Usiedliśmy na stołkach. Bruce patrzył na niego wilkiem. Podszedł do nas. Ray zamówił u niego drinka i pokazał dowód.
Harrison prychnął i podszedł przygotować napój dla Raya.
-Więc kto jest tym wspaniałym staruszkiem? - zaczął Ray, gdy Bruce podał mu drinka i poszedł obsłużyć innych klientów.
-Nie jest taki stary.
-A więc kto? Znam go?
Ray był jedyną osobą, której wszystko mówiłam. Wyprowadził się pół roku temu, ale jak widać wrócił.
Czułam, że zaczynam się rumienić.
-Jest tu. - stwierdził. Zaczął wskazywać parkiet - może to ten, albo ten.
-Nie w tą stronę - szepnęłam.
Ray odwrócił się w stronę kontuaru. Chwilę patrzył w tamtą stronę, po czym odwrócił się z miną "Chyba żartujesz!"
-Ile on ma lat? Trzydzieści, czterdzieści?
-Dwadzieścia dwa.
-Żartujesz. On? Wygląda na przynajmniej trzydzieści. Nie to co tamten - wskazał ruchem głowy chłopaków, którzy rozmawiali z Brucem.
Patrzyłam na nich chwilę.
Jeden chłopak miał czarne włosy i jasne oczy. Drugi chłopak okazał się Deanem, a koło niego stał Chris.
-Dean ma dziewczynę - zaczęłam. - Jest naprawdę fajna. Może kiedyś ją poznasz. Jest piękna. Chris - zastanowiłam się chwilę. - Jest trzy lata starszy od Bruca i traktuje go jak brata. Zaopiekował się mną, gdy uciekłam z domu do Gold Coast. A tego trzeciego nie znam.
-To Rain. Mój starszy brat.
-Nie wiedziałam, że masz brata- zbył mnie machnięciem dłoni. - Gdzie idziesz do szkoły?
-Ostatni rok - zamyślił się. - Idę do szkoły im. Willema de Janesza.
-Ja też tam chodzę.
-Przynajmniej jedna znajoma twarz.
